Dzięki trnd Polska mam przyjemność testować desery Monte. W mojej lodówce gości osiem wariantów smakowych mlecznego kremu z czekoladą orzechami oraz różnymi dodatkami:
Zott MONTE Waffle Sticks –
Zott MONTE Capuccino Balls
Zott MONTE Choco Flakes
Zott MONTE Crunchy
Zott MONTE Cacao Cookies
Zott MONTE Cherry
Zott MONTE Choco Ball
Zott Monte Cookies
To dopiero początek naszej przygody, ale już teraz mogę powiedzieć, że smak deserów spowodował, że w naszej lodówce zawsze będzie dla nich miejsce. Zobaczymy komu jeszcze posmakują.
Dobrych nowin nigdy dosyć, dzięki #Streetcom uczestniczę w ich kolejnej kampanii. Tym razem będę testować ściereczki Vileda Actifibre - czyli ściereczki nowej generacji.
Ściereczka - zwykła rzecz? Każdy kto ma jakiekolwiek pojęcie o sprzątaniu wie, że dobra ściereczka potrafi ułatwić życie. Ta według producenta ma posiadać właściwości absorpcyjne gąbki, czyszczące włókien mikroaktywnych i zapewniać czystość bez smug i zacieków.
Dla mnie jako przyszłej mamy ważne jest to, że według producenta ściereczką można czyścić uporczywe zabrudzenia bez stosowania detergentów oraz to że bez problemu mogę ją wyprać w pralce.
W paczce od Streetcom dostałam pakiet 17 testerów, które wkrótce powędrują w świat.
A oto porównanie Vileda Actifibre z innymi rodzajami ściereczek.
Dla zainteresowanych filmik przedstawiający JAK DZIAŁA VILEDA ACTIFIBRE
Wkrótce wpis, w którym przedstawię opinie własne i testerów :)
Jakiś czas temu dotarły do mnie sosy Łowicz do testowania:
#SosyLowicz
Paczuszka zawierała 12 słoiczków, po 4 sztuki sosów:
arabskiego
karaibskiego
seczuańskiego
Sos arabski jest dobrym rozwiązaniem nie tylko dla mięsożerców. Z dodatkiem ugotowanej ciecierzycy (lub gotowej z puszki) podduszonej z przyprawą dołączoną do sosu i podsmażonej na oleju cebulki będzie wspaniałym dodatkiem do kuskusu. Sos sprawdzi się także w połączeniu z jagnięciną, wołowiną czy kurczakiem.
Sos seczuański przybliża nas do kuchni chińskiej. Według mnie najlepiej smakuje z wołowiną, ale dobry jest także z mięsem ze schabu wieprzowego pokrojonym w paseczki lub z piersią z kurczaka.
Sos karaibski - MÓJ FAWORYT! Od razu czuć w nim kolendrę, jest świeży. Z dodatkiem ananasa jest doskonałym dodatkiem do kurczaka i podobno do ryb, ale ta próba jeszcze przede mną.
Kurczak w sosie karaibskim
Dzięki dodanym przyprawom możemy skomponować zupełnie nowe potrawy. To nie jest już zwykły sos ze słoika.
Nadmiar przypraw możemy sobie zostawić i wykorzystać jako dodatek do innych potraw.
Jak już część z was wie, miałam okazję testować odżywki Aussie 3 Minute Miracle.
Od razu czujemy zapach, ładny, dość intensywny, ale nie duszący czy dominujący. Długo utrzymuje się na włosach.
A same włosy - u mnie mniej suche, nie tylko u mnie sądząc po opiniach współtesterek. Odżywka nie obciąża włosów, a włosy są w wyraźnie lepszej kondycji.
Poniżej zamieszczam ich opis zaczerpnięty z blogu projektu (http://gronoambasadorow.everydayme.pl/pl/projekty/aussie/blog/moc-australijskich-skladnikow):
Aussie 3 Minute Miracle Reconstructor
• esktrakt z australijskiej mięty – wygładza łuski włosów, nadaje im aksamitny wygląd i zapewnia blask; mięta już od kilku wieków znana była jako środek przywracający witalność.
Aussie 3 Minute Miracle Luscious Long
• ekstrakt z australijskiego eukaliptusa i olejek z awokado – włosy czerpią z nich odżywcze substancje poprawiające ich wygląd i kondycję; olejek z awokado znany jest ze swoich nawilżających i regenerujących właściwości.
Aussie 3 Minute Miracle Frizz Remedy
• wyciąg z aloesu i olejek z nasion jojoby – odpowiadają za utrzymanie włosów w stanie ich naturalnej równowagi, nadają im gładkość i pomagają zapanować nad włosami, gdy te wymykają się spod kontroli; aloes jest jedną z najbardziej popularnych roślin o działaniu łagodzącym i kojącym wykorzystywaną w kosmetyce i medycynie naturalnej.
Aussie 3 Minute Miracle Colour Mate
• ekstrakt z australijskiej dzikiej brzoskwini – przywraca włosom ich prawdziwy i pełny blask; brzoskwinia była jedną z podstawowych roślin wykorzystywanych przez pierwszych, rdzennych Australijczyków – z jej nasion wytwarzano również olejek odżywiający włosy.
Dziś projekt kończy się, ale nie przygoda z Aussie. Z pewnością ja i te z Was, które otrzymały ode mnie próbki, będziecie dalej stosować Aussie.
Czas na kolejną zdrową, niskokaloryczną i ekspresową sałatkę.
Tym razem głównym składnikiem sałatki będzie biała rzodkiew.
Jest bardzo zdrowa - idealna na słotne, zimne dni, kiedy wszyscy kaszlą i nie tylko. Działa bakteriobójczo, ale również wspomaga trawienie, poza tym wykazuje działanie moczopędne i żółciopędne. Podobno dobrze działa na urodę :)
Składniki (dla ~3 osób):
1 średnia biała rzodkiew
1 duże jabłko
1-2 ząbki czosnku*
1-2 łyżki chrzanu z żurawiną
2 łyżki soku z cytryny
1 łyżka oliwy
1 łyżeczka cukru
sól, pieprz
Wykonanie sałatki jest proste - rzodkiew oraz jabłko (ze skórką!) ścieramy na tarce (grube oczka), dodajemy drobno pokrojony czosnek (*zamiennie można dodać małą cebulkę - jeżeli nie chcecie zionąć czosnkiem), chrzan, cukier, sok z cytryny, oliwę oraz sól i pieprz do smaku. Mieszamy i gotowe.
Jeżeli macie - można dodać kilka owoców żurawiny.
Jak można się domyśleć, otrzymałam zestaw od L'oreal - oczywiście dziękiOFEMININ.
Zestaw wygląda bardzo elegancko i kobieco, a zawartość jest jeszcze lepsza.
Oba produkty mają bardzo ładny, delikatny zapach, lekką konsystencję i są bardzo łatwe i przyjemne w aplikacji.
Ostatnio moja skóra stała się szorstka - dwukrotna aplikacja zestawu i po kłopocie!
Nawilżenie utrzymuje się cały dzień - co w moim przypadku jest nie lada wyczynem - także pod tym względem
10/10!
Na opakowaniu oraz w ulotce informacyjnej można przeczytać, że po zastosowaniu zestawu:
po 1 minucie: skóra jest nawilżona i wyjątkowo miękka
od siebie dodam - wyjątkowo gładka
po 1 tygodniu: pory są widocznie zmniejszone
zobaczymy jak na mnie podziała - będzie aktualizacja
po 1 miesiącu: zaczerwienienia stają się widocznie zredukowane, skóra jest gładka, a jej powierzchnia jednolita
będzie opinia za miesiąc
O pozostałych zaletach wypowiem się później - zestaw ma redukować przebarwienia skóry, zmniejszać pory, wyrównywać koloryt.... ale jeszcze za wcześnie na opinie czy rzeczywiście tak działa.
Nie przepadam za selerem, ale dla naciowego w niektórych kombinacjach robię wyjątek.
Idealny na zimową porę, ale nie tylko, zawiera dużą dawkę witaminy C, witaminę B, a łodygi zawierają beta-karoten. Ma dużo fosforu, wapnia, cynku i potasu i wiele wiele innych dobroczynnych składników. Jest mniej kaloryczny od selera korzeniowego i jak dla mnie, selerowego niejadka, lepszy i delikatniejszy w smaku.
O jego właściwościach prozdrowotnych radzę sobie poczytać, ponieważ trochę tego jest, a ja podam Wam przepis na ekspresową i niedrogą sałatkę.
Składniki (na 3-4 osoby):
3-4 łodygi selera naciowego z listkami
1 jabłko
szczypior z 1-2 cebulek dymek
1-2 łyżki soku z cytryny
1 łyżka oliwy z oliwek
sól, pieprz
Seler i jabłko kroimy w drobna kostkę, tak około 5-7 mm, dodajemy pokrojono drobno szczypior, skrapiamy sokiem z cytryny i dodajemy oliwę, a na koniec doprawiamy do smaku i mieszamy.
Przyznam, że cytrynę i oliwę dodaję "na oko", ale dla skrupulatnych w kuchni podaję proporcje. Najlepiej smakuje jak troszkę odpocznie, ale do tego wymagane jest szczelne przykrycie, chyba że lubicie zapaszek szczypiorku ;)
Zmodyfikowany przepis z książki pt. "Domowe wypieki" Ewy Aszkiewicz.
SKŁADNIKI:
2 szklanki mąki pszennej + mąka do wyrabiania i podsypywania (około szklanki)
1/2 szklanki płynnego miodu
jajko
1/2 szklanki cukru pudru
50 g margaryny do pieczenia lub masła
2 - 3 łyżki przyprawy do piernika
1/2 łyzeczki sody oczyszczonej + łyżka letniej wody
jajko wymieszane z taką samą ilością wody
Czekolada deserowa do dekoracji (opcjonalnie)
Kolorowe wiórki kokosowe do dekoracji (opcjonalnie)
Foremki do wycinania pierniczków
Masło, miód oraz cukier puder podgrzewamy do połączenia się składników i uzyskania płynu, następnie przelewamy do miski i czekamy aż lekko się ostudzą. Dolewamy rozpuszczoną w wodzie sodę oczyszczoną oraz dodajemy jajko, mieszamy, a następnie przesiewamy mąkę, przyprawę do piernika. Całość wyrabiamy mikserem. Odstawiamy w chłodne miejsce, nie do lodówki do całkowitego ochłodzenia masy.
Masa może być jeszcze trochę lejąca się po wystudzeniu. Wykładamy ją na blat oprószony solidną porcją mąki (ewentualny nadmiar przyda się do wałkowania, gdyż ciasto się lubi kleić).
Ciasto wałkujemy na cienki placek i wycinamy pierniczki. Każdy smarujemy jajkiem roztrzepanym z wodą, układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia lub posmarowanej tłuszczem. Zachowujemy odstępy, gdyż pierniczki trochę urosną.
Pierniczki pieczemy w piekarniku w temperaturze 180 stopni przez 10-15 minut (można wyciągać gdy zrobią się "piegowate" lub poczekać aż nabiorą jednolitego koloru) lub w prodiżu mając na uwadze, że każdą kolejną partię piecze się ciut krócej.
Po upieczeniu mogą być twarde, po ułożeniu w szczelnym opakowaniu powinny po kilku dniach zmięknąć.
Polecam pobawić się w dekorowanie, z czekoladą są świetne, a kolorowe wiórki kokosowe sprawią, że oko będzie się cieszyć na ich widok.
Z tej porcji wyszło około 50 pierniczków.
skórka starta z 1-2 pomarańczy - (1 limonki + sok)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli
1 opakowanie cukru waniliowego
Do miski przesiewamy mąkę, dodajemy cukier i pozostałe suche składniki. Mieszamy, aby się dokładnie połączyły.
W drugiej misce łączymy jajka, puree z dyni, mleko i masło, mieszamy i wlewamy masę do miski z suchymi składnikami. Delikatnie mieszamy aby wszystko się połączyło, dodajemy zest z pomarańczy (można zastąpić aromatem pomarańczowym).
Należy pamiętać, że ciasta nie wolno zbyt długo mieszać.
Masę przelewamy do foremek i pieczemy w 180 stopniach przez 20 minut.
Czas pieczenie muffinek w prodiżu jest taki sam (góra i dół cały czas włączona).
Po 15 minutach należy zaglądać, można wyjmować gdy są jasne, ale mnie osobiście bardziej smakują lepiej wypieczone, ciemniejsze.
Można dodać zamiast pomarańczy lub dodatkowo zest z limonki razem z sokiem.
Należy pamiętać, aby cytrusy dokładnie umyć i sparzyć - nie chcemy chemicznego posmaku.
Przygotowujemy 2 miski, w jednej łączymy suche składniki, w drugiej mokre. Następnie wlewamy mokre do miski z połączonymi suchymi i mieszamy do połączenia się składników.
Wylewamy masę do foremek, do 3/4 wysokości, ja użyłam silikonowych, których nie trzeba niczym smarować, a po upieczeniu muffinki same z nich "wyskakują". Całość wstawiamy do piekarnika nastawionego na 170 stopni na 20 minut, w przypadku braku piekarnika sprawdzi się prodiż (na zdjęciu są muffinki prosto z prodiża).
Po upieczeniu posypujemy cukrem pudrem lub polewamy polewą czekoladową, do której można dodać otartą skórkę z 1 pomarańczy.
Proporcje na około 18 muffinów.
Cebulę należy pokroić w kostkę, zeszklić na oliwie, po czym dodać pokrojoną marchew oraz drobno posiekany czosnek. Smażyć 2-3 minuty, następnie zalać gorącą wodą lub bulionem warzywnym (może być z kostki). Gotować na małym ogniu 20 minut.
Gdy zupa będzie się gotować należy dokładnie obrać pomarańczę, w przeciwnym razie zupa może wyjść z gorzkim posmakiem, oraz pokroić na nieduże cząstki. Wrzucić do gotującej się zupy.
Gdy marchew będzie miękka, zupę doprawiamy imbirem, solą (gdy użyliśmy bulionu w kostce należy uważać) oraz pieprzem. Ostatnim etapem jest miksowanie zupy, można na gładką masę, ja jednak zostawiam kilka pływających kawałków, żeby było coś na ząb.